Południowa wyspa Nowej Zelandii to w większości teren górzysty.

Wstęp

Nowa Zelandia jest dla wielu osób największym podróżniczym marzeniem. Trudno się temu dziwić. Zapierające dech w piersiach widoki, wysoki poziom rozwoju cywilizacyjnego, łagodny klimat i wyluzowani, wiecznie uśmiechnięci ludzie to czynniki tworzące obraz sielankowej krainy na krańcu świata. Jeśli na Twojej podróżniczej liście ten kierunek również znajduje się na szczycie, dobrze trafiłeś/aś. Zawarte poniżej informacje pomogą Ci przekuć te marzenia w konkretne plany. 🙂
Nowa Zelandia dzieli się na dwie główne wyspy: Północną (bardziej zurbanizowaną i mniejszą) i Południową (z większą różnorodnością krajobrazu i mniej zaludnioną). Zdecydowana większość podróży i wyjazdów turystycznych dotyczy Wyspy Południowej i to jej poświęcony jest niniejszy tekst. Jest to też rozszerzenie poprzedniego wpisu dotyczącego Nowej Zelandii, w którym jedynie wybiórczo wspominałem o kilku wskazówkach. Poniższe opracowanie osadza je w zdecydowanie szerszym kontekście.
Do Nowej Zelandii przyciąga przede wszystkim niesamowita natura. Ośnieżone szczyty górskie, polodowcowe jeziora, bajecznie malownicze fiordy, gejzery i pierwotne lasy składają się na spektakularne krajobrazy od których nie chce się odrywać wzroku. Latem są wdzięcznym tłem pod piesze wędrówki, podczas gdy zimą umilają narciarskie zjazdy.

Najważniejsze informacje

  • Do oficjalnych języków w Nowej Zelandii należą angielski, maoryski i od 2005. nowozelandzki język migowy. Angielski, z racji swojego pochodzenia, bazuje na angielskim brytyjskim i pod kątem akcentu jest stosunkowo prosty do zrozumienia. Różnice pojawiają się w znaczeniu niektórych słówek spowodowanych m.in. slangowymi naleciałościami z języka maoryskiego. Maoryski używany jest jedynie przez mniejszość, jednak słówko kiwi – określenie ptaka nielota i symbolu Nowej Zelandii pochodzi właśnie z tego języka. Co ciekawe, sami mieszkańcy wysp dumnie nazywają siebie Kiwi, nie czując z tego powodu żadnego zażenowania.
  • Obowiązująca waluta to dolar nowozelandzki, a jej kurs to 1 NZD – 2.46 zł (sierpień 2018)
  • Strefa czasowa to UTC+12 zimą i UTC+13 latem, czyli +10 godzin przez większość polskiego lata i +12 godzin przez większość polskiej zimy. Z racji położenia na południowej półkuli pory roku w NZ są zawsze odwrotne, niż w Polsce (kiedy u nas jest lato, u nich zima i vice versa).
  • Populacja: 4.8 mln, w tym 1 mln na Wyspie Południowej (2018)
  • Religie: ateiści (42%), katolicy (13%),  anglikanie (12%), prezbiterianie (8%), inne kościoły chrześcijańskie (15%), inne (10%)
  • Ruch uliczny: lewostronny
  • Prąd: 240V, 50Hz, wtyczka typu I, jak w Australii – potrzebna przejściówka jeśli jedziesz z Polski
  • Dane kontaktowe ambasady RP:

Kiedy jechać

Łagodny, umiarkowany klimat i brak pór deszczowych sprawia, że trudno wyróżnić jedną porę roku jako tę najlepszą albo najgorszą. Nowa Zelandia znajduje się na południowej półkuli, co sprawia, że pory roku stanowią dokładne przeciwieństwo do tych w Europie. Podczas gdy w Polsce trzęsiemy się z zimna na początku stycznia, Nowozelandczycy wylegują się na plażach korzystając ze środka lata. Gdy byłem tam w grudniu zeszłego roku szczególnie zapadł mi w pamięci tekst spikera radiowego życzącego „ciepłego lata i wesołych Świąt”. 😉
Lato trwa od grudnia do lutego. To zdecydowanie najcieplejszy okres w roku, co jednak nie oznacza upałów. Średnie temperatury w tym okresie oscylują w okolicach 22oC. To również najbardziej popularny okres dla turystów, jak i samych mieszkańców planujących w tym okresie najdłuższe urlopy. W okolicach Bożego Narodzenia zarówno ruch, jak i ceny są najwyższe.
Jesień to okres od marca do maja. Według niektórych to najlepszy moment na wyjazd, gdyż wciąż jest stosunkowo ciepło, a większość turystów zdążyła wrócić już do domu. Ceny również zaczynają spadać.
Choć brzmi to niedorzecznie, zima zaczyna się w czerwcu i trwa aż do końca sierpnia. Jeśli marzyłeś/aś kiedykolwiek o zimowym szaleństwie w środku lipca, Południowe Alpy spełnią Twoje oczekiwania. W górach leży sporo śniegu, jednak na poziomie morza jest wciąż stosunkowo ciepło, średnio ok. 10 stopni na plusie w ciągu dnia.
Wiosna to kolejny z mocnych kandydatów do walki o palmę pierwszeństwa w rywalizacji o najlepszą porę na wyjazd. Trwający od września do listopada okres to idealny moment na obserwowanie budzącej się do życia przyrody. Temperatura w granicach 16-18 stopni również wydaje się być bliska optymalnej.

Wiza i wjazd

Pobyt turystyczny do trzech miesięcy nie wymaga wcześniejszego aplikowania o wizę, otrzymuje się ją przy wjeździe (visa on arrival). Obowiązują standardowe wymogi co do daty ważności paszportu (co najmniej 3 miesiące dłuższa od planowanej daty wyjazdu). Teoretycznie wymagane są dokumenty potwierdzające deklarowany charakter pobytu i termin wyjazdu (przykładowo wykupiony bilet powrotny) jednak nie zauważyłem, żeby to weryfikowano.

Przy wjeździe wypełnia się formularz deklaracyjny w którym największą uwagę przywiązuje się do listy wwożonych produktów. Przepisy wjazdowe ściśle regulują listę rzeczy, z którymi nie można przekroczyć granicy. Znajduje się na niej m.in. świeża żywność. I tak, do Nowej Zelandii nie można wwozić m.in.:

  • mięsa, wędlin, ani żadnych jego pochodnych
  • świeżych owoców
  • miodu i nabiału
Dozwolone jest wwiezienie produktów w oryginalnie zamkniętych paczkach z długim czasem przydatności do spożycia (np. zupki w proszku), jednak również podlega to obowiązkowi deklaracji. Można też wwozić napoje.
Szczegółowe informacje na temat dopuszczalnych i zabronionych rzeczy przy wjeździe znajdziesz na stronie: https://www.customs.govt.nz/personal/travel-to-and-from-nz/travelling-to-nz/

Dolot

Zdecydowana większość okazyjnych połączeń do Nowej Zelandii to loty do Auckland, miasta położonego na samym skraju północnej wyspy Nowej Zelandii. Z tego powodu do kosztu biletu należy doliczyć jeszcze koszt przelotu na południową wyspę (od ok. 300 zł w dwie strony). Największym lotniskiem na wyspie południowej jest Christchurch. Istnieje wiele różnych opcji, aby się tam dostać. Najtańsze połączenia oferują chińscy przewoźnicy:
  • najbardziej optymalne cenowo wydają się linie Air China lecące z Londynu (LHR) przez Pekin do Auckland. Taki bilet można trafić już za ok. 2k zł, co po doliczeniu 300 zł za dostanie się do Christchurch daje jedynie 2.3k zł za dostanie się na Południową Wyspę. Minusem jest męcząca podróż składająca się z minimum trzech przesiadek.
  • ciekawą alternatywą są China Southern Airlines lecące z Amsterdamu/Frankfurtu przez Kanton bezpośrednio do Christchurch. Taki bilet można trafić nawet za ok. 2.5k zł.
  • droższą, ale bardziej komfortową opcją są arabskie Etihad Airways z przesiadkami w Abu Dhabi i Sydney. Ceny za takie połączenie mogą być bardzo drogie, jednak przy odrobinie wysiłku można zmieścić się w 3k zł.

Do Christchurch można dostać się z m.in. z Auckland lub Kantonu i Singapuru będącymi bramami do Europy (źródło: jakdolece.pl)

Wynajem auta

Jeśli zamierzasz wypożyczyć samochód, zadbaj o oficjalne tłumaczenie prawa jazdy. Nowozelandzkie prawo nie uznaje europejskich praw jazdy, jeśli napisy na nich występujące nie są w języku angielskim (a tak jest w przypadku polskich dokumentów). Na lotnisku w Christchurch (ale zakładam, że na innych również) istnieje mobilne biuro tłumaczeń świadczące swoje usługi w trybie ekspres (do godziny oczekiwania) za „jedyne” 69 NZD za pierwsze i 49 NZD za kolejne dokumenty, oczywiście jeśli mamy szczęście i wylądujemy w godzinach jego funkcjonowania. Nie muszę chyba dodawać, że oczekiwanie na tłumaczenie po dwudobowej podróży nie należy do wielkich przyjemności. Na drogach obowiązuje ruch lewostronny.

Ceny

Według serwisu numbeo.com koszty życia w Nowej Zelandii są o prawie 85% wyższe, niż w Polsce. Za obiad w fast-foodzie zapłacimy minimum 10 NZD, posiłek w klasycznej restauracji to już minimum 18 NZD.
Za usługi nie oczekuje się napiwków. Opłata za serwis jest wliczona w cenę dania, dlatego dodatkowy napiwek może zostać przyjęty ze zdziwieniem. Zdarza się, że na barze stoi puszka na ogólne napiwki lub jakiś konkretny cel, np. organizacje charytatywne.
Jak na wysoce rozwinięty kraj przystało, pojęcie targowania się nie istnieje, a cena z etykiety odzwierciedla rzeczywistą wartość towaru.
Bankomaty w miastach rozsiane są dość gęsto (Nowozelandczycy nazywają je the hole in the wall…), w większości miejsc można płacić też kartą (polskie karty działają).

Co zobaczyć w Nowej Zelandii?

Głównym celem mojego wyjazdu do Nowej Zelandii było przejście słynnym Szlakiem Milforda (Milford Track). Jego historia zaczęła się wieki temu, gdy zamieszkujący wyspę Maorysi wyznaczyli trasę pozwalającą na transport surowców naturalnych, w tym jadeitu. Głośno o szlaku zrobiło się ponad 100 lat temu, gdy magazyn Spectator określił go najpiękniejszym szlakiem turystycznym na świecie. Prowadzący przez malowniczo położone górzyste krajobrazy, spadające kaskadami wodospady i lasy deszczowe szlak szybko zdobywał światowy rozgłos, a rosnąca popularność sprawiła, że wprowadzono ograniczenia w jego dostępie. W sezonie, czyli od października do kwietnia dziennie jeden odcinek szlaku może indywidualnie pokonać maksymalnie 40 osób, a żeby mieć tę możliwość konieczna jest wcześniejsza rezerwacja. Wprowadzona limitacja tylko pomogła w rozsławieniu szlaku, a wizja elitarnej wędrówki w pięknej scenerii na końcu świata spowodowała, że ludzie zaczęli wpisywać ją w swoje podróżnicze bucket listy.
Szlak rozciąga się na długości 53.5 km, a jego pokonanie zajmuje 4 dni i jest świetnym sposobem na odcięcie się od cywilizacji. Nie istnieje droga lądowa, którą można by się tam dostać, konieczny jest transport łodzią. Na całym szlaku nie ma zasięgu telefonów komórkowych. Odcięcie od cywilizacji przekłada się na spartańskie warunki noclegowe. Śpi się na piętrowych łóżkach w wieloosobowych salach skromnych schronisk zlokalizowanych po drodze. Wychodząc na szlak trzeba mieć ze sobą prowiant na cztery dni wędrówki. Schronisko zapewnia jedynie dostęp do butli z gazem i zimnej wody. Nie ma pryszniców, ani śmietników. Wszystkie odpady i resztki po jedzeniu trzeba nosić ze sobą. W okresie letnim w każdym z trzech schronisk rezyduje ranger – osoba odpowiadająca za organizację i zapewnienie porządku. Przekazuje też kolejnym grupom listy uczestników, aby pilnować czy wszyscy uczestnicy pokonali dany odcinek.
Jak przejść Szlakiem Milforda?
Jeśli planujesz przejść szlakiem w sezonie, musisz zaklepać bilety na wiele miesięcy przed planowanym trekkingiem (poza sezonem dostęp jest darmowy i nielimitowany, ale pogoda często pozostawia wiele do życzenia – w tym rejonie opady deszczu występują prawie codziennie). Śledź informacje pojawiające się na stronach rządowych https://www.doc.govt.nz/parks-and-recreation/places-to-go/fiordland/places/fiordland-national-park/things-to-do/tracks/milford-track/
Raz w roku ogłaszany jest termin (w zeszłym roku była to połowa maja), a nawet konkretna godzina, o której uruchamiany jest system rezerwacji na nadchodzący sezon. Wybierz wcześniej konkretne dni, na które planujesz trekking i uzbrój się w cierpliwość. W godzinie 0, gdy rusza system rezerwacji nowozelandzkie serwery potrafią odmówić posłuszeństwa, kiedy jednak uda się wreszcie załadować stronę trafia się do wirtualnej kolejki, po odczekaniu której można zarezerwować wybrany termin. Komplet 3 nocy wraz z transportem autobusem z pobliskiego Te Anau i łodzią na miejsce startu w obydwie strony kosztował w 2017 roku 400 NZD, a z powodu wciąż rosnącej popularności cena ta wzrasta z roku na rok. Bilety na wszystkie dostępne terminy rozchodzą się na pniu – w tym roku zajęło to niespełna 90 minut. Jeśli nie uda Ci się zaklepać biletu pozostaje opcja trekkingu z przewodnikiem i noclegami o podwyższonym standardzie. Jest to jednak wielokrotnie droższe rozwiązanie – ceny zaczynają się od 2100 NZD do nawet 3300 NZD. Co ciekawe, Szlakiem Milforda można przejść też na Street View: https://goo.gl/maps/4YGFKuMfM7z.

 

Urokliwe i klimatyczne zakątki to częsty widok na Szlaku Milforda

 

Na wyspach wyznaczono też 9 innych szlaków, tzw. Great Walks, choć nie są już one aż tak popularne jak wspomniany wyżej Milford Track.
Spójrz w niebo!
Słabo zurbanizowane tereny południowej wyspy stwarzają świetną okazję do obserwacji nocnego nieba. Dopiero w takich warunkach przypomina się jak bardzo jest rozgwieżdżone, gdy nie tłumi go łuna bijąca od miejskich świateł. Astronomowie są też zgodni co do tego, że niebo widziane z południowej półkuli obfituje w większą liczbę ciekawych obiektów obserwacyjnych. To tu zobaczyć można trzy najjaśniejsze gwiazdy widziane z Ziemi (Syriusz, Kanopus i alfa Centauri), jak również galaktyki Drogi Mlecznej i Wielkiego Obłoku Magellana widziane nawet gołym okiem jako wąskie smugi. Widziany tylko na południowej półkuli Krzyż Południa jest na tej szerokości geograficznej zlokalizowany wysoko nad horyzontem, co ułatwia jego swobodną obserwację.
Popularną niespodzianką dla wielu osób jest, że na półkuli południowej całe niebo (w tym księżyc) widziane jest do góry nogami. Łatwo wyjaśnia to poniższa ilustracja. Szach mat, płaskoziemcy! 😉

 

Stojąc na przeciwnej półkuli niebo widoczne jest „do góry nogami”.

 

Gdzie znaleźć kiwi?
Wydawać by się mogło, że w kraju, w którym kiwi jest symbolem i narodową maskotką, będzie można spotkać je na każdym kroku. Niestety tak nie jest. Kiwi to ptak chroniony i zagrożony wyginięciem. Prowadzi głównie nocne życie, stąd spotkanie go na wolności jest mało prawdopodobne. Obecnie populację kiwi szacuje się na ok. 68000, jednak trend jest wciąż malejący, a największym zagrożeniem dla nich są psy, które nawet w czasie niewinnej zabawy mogą doprowadzić do ich śmierci!

Na terenach, na których występują kiwi umieszczono stosowne znaki zabraniające wstępu z psami

Mapa z zaznaczonymi rejonami występowania kiwi na wolności

Są trzy sposoby na zobaczenie kiwi:

  • najtrudniejszy – na wolności: kiwi ukrywają się w odległych lasach i gęstych krzakach na terenach zaznaczonych na mapce obok. Trudno je namierzyć bez profesjonalnego przygotowania. Wydają charakterystyczne odgłosy: https://www.youtube.com/watch?v=wUd5ue6lGmc
  • wymagający średniego poświęcenia: na terenie Nowej Zelandii wyznaczono pięć azylów dla kiwi (zaznaczone na mapie jako kiwi sanctuaries). To ogrodzone płotem parki imitujące naturalne środowisko przy jednoczesnym ograniczeniu dostępu drapieżników. Organizowane są nocne wycieczki mające na celu namierzenie sympatycznych nielotów
  • najłatwiejszy – odwiedzenie jednego z licznych zoo, lub placówek badawczych mających na celu odrodzenie gatunku. Takowe zlokalizowane są w okolicach każdego większego miasta, m.in. Auckland, Wellington, Christchurch, Queenstown, Rotorua, Napier, Whangarei i Wairarapa

Christchurch

To największe miasto południowej wyspy, zamieszkane przez ok. 370k ludzi. Architektura miasta przypomina prowincjonalne amerykańskie miasteczko, nie ma wyraźnego centrum, a rzędy domków jednorodzinnych ciągną się kilometrami. Do dziś widoczne są skutki trzęsienia ziemi z lat 2010-2011, a miejska katedra do dziś nie została jeszcze odbudowana. Samo miasto nie ma zbyt wielu atrakcji, traktowałbym je raczej jako miejsce na odespanie po przylocie do Nowej Zelandii. Z ciekawostek, lotnisko w Christchurch służy dla badaczy i naukowców jako baza wypadowa na Antraktydę (do nowozelandzkiej bazy Scott Base są stąd już „tylko” 3832 km).
Gdzie spać?
Kiwi House Hostel – czysty i sympatyczny hostel z wszystkim czego może potrzebować backpacker w czasie podróży. Wygodne materace gwarantują głęboki sen (choć może to być też kwestia poprzedzających 48h w podróży…). 62 NZD za dwójkę.

Jailhouse Accomodation – to jest hit. 🙂 Budynek, w którym znajduje się hostel był kiedyś… więzieniem. Takim stereotypowym, żywcem wyjętym z amerykańskich filmów. W wąskim, charakterystycznym holu możesz poczuć się jak w Skazanych na Shawshank, albo Zielonej Mili. Budynek po renowacji dostał wiele nagród od Lonely Planet za najlepszy hostel w mieście. Ceny za pryczę w 10 osobowej celi zaczynają się od 30 NZD.

Rucksacker Backpacker Hostel – nie polecam, trafiłem na klaustrofobiczną klitkę z małym, nieotwieranym okienkiem znajdującym się pod sufitem. Co dziwne, był droższy od Kiwi House Hostel (tak na marginesie, wydaje się, że co drugi hostel w NZ ma w nazwie „kiwi”).
Gdzie zjeść?
The Little High Eatery – kilkanaście małych knajpek i fast-foodów stłoczonych pod jednym dachem. Budynek, w którym się znajdują ma mocno industrialny wystrój, a przez jego całą powierzchnię prowadzą ciasne uliczki przez co odnosi się wrażenie jedzenia street foodu. To taki permanentny zlot food tracków. Spektrum kuchni z całego świata, od burgerów przez tacosy, pizze, pad thaie, dim sumy, wontony, sushi, a na ramenach skończywszy. Mnóstwo pysznego jedzenia, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Zdecydowanie warto. https://www.littlehigh.co.nz/
Co zobaczyć?
Położony na przedmieściach Willowbank Wildlife Reserve (http://www.willowbank.co.nz/) to jeden z wspomnianych wyżej rezerwatów dla kiwi. Internet twierdzi, że warto, choć ja nie byłem, więc nie mogę potwierdzić. Cena biletu: 29.5 NZD.

Queenstown

Choć dużo mniejsze od Christchurch (zaledwie 11k stałych mieszkańców) to zdecydowanie bardziej żywe i wyluzowane. Zimą pełni rolę kurortu narciarskiego, latem robi za stolicę sportów ekstremalnych. Sporo imprez i backpackersów w czasie wielomiesięcznych podróży. Bardzo luźna i beztroska atmosfera.
Gdzie spać?
Southern Laughter Backpackers
Miły i młodzieżowy hostel w samym centrum. Blisko wszystkiego. Cena za dwójkę: 80 NZD

Gdzie zjeść?
Owiana legendą burgerownia Fergburger to punkt, którego nie można pominąć na kulinarnej mapie Queenstown. Robione od 17 lat ze świeżych i znakomitej jakości składników burgery z roku na rok zyskują na popularności, która w ostatnich latach osiągnęła szaleńczy poziom. O lokalu rozpisują się światowe media, niektóre zastanawiają się nawet czy to nie najlepsze burgery na świecie! (CNN Travel: https://edition.cnn.com/travel/article/fergburger-new-zealand/index.html). Aby dostać się do środka należy odstać, zależnie od pory dnia, w kilkunastu do kilkudziesięciu minutowej kolejce. Burgery rzeczywiście są bardzo smaczne i trudno im cokolwiek zarzucić. Z drugiej strony jest to w mojej opinii bardzo porównywalny poziom do najlepszych burgerowni w Polsce. Dbając o jakość składników i stosując się wypracowanej latami receptury trudno wymyślić w tym obszarze coś, co zdecydowanie odskoczy od konkurencji.
Co robić w Queenstown?
Queenstown uznawane jest za stolicę sportów ekstremalnych, dlatego pod tym kątem można tu znaleźć wszystko dusza zapragnie, począwszy od skoków ze spadochronu, na bungee, zjazdów na linie, a także spływów super szybką łodzią motorową. Zimą jest to również kurort narciarski ze sporą liczbą tras zjazdowych. Samo miasteczko jest malowniczo usytuowane między jeziorem Wakatipu, a okolicznymi szczytami.

Te Anau

Te Anau to główna baza wypadowa przed wyprawami na Szlak Milforda i Keplera. Samo miasteczko nie ma zbyt wiele do zaoferowania oprócz sielskiej i nieco leniwej atmosfery.
Gdzie spać?
Te Anau Lakeview Kiwi Holiday Park & Motels
Kamping ze spartańskimi budkami zlokalizowany na łonie natury. Pozwala odetchnąć od miejskiej atmosfery. 80 NZD za dwie osoby.

Mt Cook Village

To typowo turystyczna wioska zlokalizowana u podnóża najwyższego szczytu Nowej Zelandii, góry Mt Cook. Z powodu położenia w całości w Parku Narodowym nie ma w niej żadnych prywatnych domów, a poza pracownikami obsługi hotelowej nie jest zamieszkana przez żadnych stałych mieszkańców, nie ma też żadnych sklepów spożywczych. Stanowi dobrą bazę wypadową do wędrówek w góry.
Gdzie spać?
Mt Cook Lodge & Motels
Specyficzny hotel. Z racji swojej pokaźnej wielkości, położenia w górach i długich korytarzy na każdym kroku przypominał mi słynny hotel Overlook z horroru Stephena Kinga „Lśnienie”. Dla niektórych będzie to wystarczająca rekomendacja. 😉 Sam hotel ma z pewnością najlepsze lata za sobą, a w desperackiej próbie ratowania ostatnich gości jego część została przerobiona na hostel. Do standardowych hotelowych pokoi z łazienkami zostały powstawiane łóżka piętrowe i w ten sposób ze standardowej dwójki powstała hostelowa „czwórka”. To też najtańsza opcja jeśli chodzi o nocleg w wiosce z ceną za łóżko w wysokości 40 NZD.

Co robić w Mt. Cook Village?
Okolica obfituje w szereg tras turystycznych o zróżnicowanym poziomie trudności. Ze swej strony polecam przejście przez Hooker Valley aż do polodowcowego jeziora (Hooker Glacier) na tle którego Góra Cooka prezentuje się w całej okazałości. Cała trasa zajmuje ok. 3 godzin w jedną stronę, a malowniczej scenerii towarzyszą przejścia przez efektowne mosty linowe.

 

Widok na polodowcowe jezioro z Górą Cook’a w tle to nagroda za przejście jednym z szlaków.

 

Gdzie robić zakupy?

Przy wypożyczonym samochodzie najlepiej robić zakupy w sieci sklepów Pak’n’Save zlokalizowanych na przedmieściach większości miast. Dyskontowe ceny dotyczą zarówno artykułów spożywczych, jak i ceny benzyny, która w grudniu 2017 kosztowała 2.15NZD za litr.

Charakterystyczne logo sieci Pak’n’Save, uważanej za najtańszą w NZ

Bezpieczeństwo

Nową Zelandię mogę śmiało zaliczyć do TOP5 najbardziej bezpiecznych krajów, w jakich byłem. Nowozelandczycy są wyluzowani i często beztroscy w swoim zachowaniu. Żyją z dnia na dzień i cieszą się życiem. Są też otwarci, bezinteresowni i chętni do pomocy. Najczęściej używanym przez nich zwrotem jest „no worries” i wydaje się, że wielu z nich obiera to za życiowe motto. Nie oznacza to pewnie, że nie zdarzają się kradzieże, ani inne przestępstwa, jednak ich poziom jest zdecydowanie niższy, niż w Polsce.
Poniżej znajdziesz linki do wersji ePub i mobi powyższego artykułu. Przydadzą Ci się w podróży, gdy zabraknie dostępu do sieci. 😉