Lecisz do … (losowe, egzotyczne miejsce) i płacisz tylko … (wzbudzająca podejrzenia suma)? Jak Ty to robisz?! No właśnie. To pytanie słyszę najczęściej. Postanowiłem rozprawić się z tym tematem, zebrać do kupy moje doświadczenia związane z wyszukiwaniem tanich lotów i zaprezentować je w możliwie zwięzłej i syntetycznej formie. Poniższy wpis jest pierwszym z cyklu kilku wpisów traktujących o organizacji budżetowego wyjazdu począwszy od rezerwacji biletów lotniczych, przez noclegi po atrakcje na miejscu i szereg innych, około podróżniczych porad. Część wskazówek może wydawać się banalna i oczywista dla osób, które mają doświadczenie w kupowaniu biletów na własną rękę. Chciałem jednak, żeby poniższy poradnik był możliwie kompleksowy i opisywał jak najwięcej czynników wpływających na ostateczną cenę biletu.

 

Zacznijmy od rzeczy fundamentalnej. O naprawdę tanie bilety trzeba się odrobinę postarać i poświęcić trochę czasu na znalezienie optymalnej opcji. Z założenia unikam biur podróży przekładając niższą cenę biletu nad komfort i organizację wyjazdu od A do Z. Nie mam nic przeciwko biurom podróży, jednak jak każda inna firma musi na siebie zarabiać. Logiczne jest, że dopłaca się różnicę w cenie za zaoszczędzony czas i załatwienie wszystkich formalności. W zamian otrzymuje się bilety podane na tacy i napięty harmonogram całej wycieczki (co dla jednych będzie wybawieniem od „myślenia” w czasie urlopu, a dla innych kulą u nogi). Oczywiście są również promocje typu last-minute, jednak do tego wrócę później. Lot zazwyczaj jest najdroższym elementem całej podróży, dlatego na samym początku definiuję sobie warunki brzegowe i odpowiadam na pytania: w jaki rejon świata chcę jechać? Kiedy i na jak długo? Duże znaczenie ma na tym etapie wybór terminów, w których mogę sobie pozwolić na wyjazd. Im mam bardziej elastyczny terminarz, tym lepiej dla budżetu wyprawy. To samo dotyczy wyboru celu podróży.

 

Tworzę listę kilku miejsc, które chcę w najbliższym czasie odwiedzić. Dzięki temu mam później większe szanse na trafienie okazyjnego biletu do interesującego mnie miejsca. Z reguły na północnej półkuli najdroższymi miesiącami są lipiec-sierpień – środek lata. Analogicznie, w przypadku południowej półkuli środek wakacji to przełom stycznia i lutego. W tym okresie znalezienie naprawdę okazyjnego biletu graniczy z cudem.

 

Sprawdzam klimat panujący w wybranym miejscu w miesiącu, w którym chcę jechać. Może się okazać, że jeśli wybrałbym przykładowo Tajlandię w sierpniu, trafiłbym na porę deszczową. Stanąłbym wtedy przed wyborem. Z jednej strony bilet na samolot będzie trochę tańszy, na miejscu ceny również będą niższe. Co więcej ulice nie będą tak zatłoczone przez turystów, jak w porze suchej. Z drugiej strony godziłbym się na niepewną pogodę, bo pada wtedy praktycznie codziennie. Nie warto jednak demonizować pory deszczowej. Często jest tak, że pada jedynie wieczorami, albo są to po prostu intensywne, ale krótkie opady.

 

Znajduję optymalny okres stanowiący kompromis między kalendarzem, a klimatem i popularnością wybranego miejsca. Typuję również kilka lotnisk z których mogę rozpocząć swoją podróż. Szacuję też orientacyjny koszt dotarcia do każdego z nich. Do wielu z nich najczęściej można się dostać tanimi liniami (Ryanair, Wizzair), albo autobusami (PolskiBus, FlixBus). Strona flightconnections.com wyświetla siatkę połączeń dla każdego lotniska na świecie. Ułatwia mi to wyszukanie potencjalnego portu przesiadkowego. Z Polski w przystępnej cenie można dotrzeć chociażby do Londynu, Berlina, czy Kijowa.

Siatka połączeń z londyńskiego Heathrow

 

Skoro wiem już kiedy i gdzie jechać to jak rezerwuję bilet? Rozróżniłbym dwa sposoby szukania biletów, w zależności od tego jak bardzo elastyczny w doborze terminu jestem. Pierwszą, zazwyczaj tańszą, ale wymagającą większej cierpliwości opcją jest obserwowanie stron (i ich fanpejdżów na FB) agregujących informacje o tanich biletach, takich jak fly4free.pl, czy flipo.pl. Zaczynam to robić nawet na 6-12 miesięcy przed zakładanym terminem wylotu. Jeśli bardzo zależy mi na konkretnym miejscu, a termin wyjazdu jest sprawą drugorzędną, zapisuję się w formularzu do otrzymywania powiadomień w przypadku, gdy pojawi się okazja na szukany przeze mnie kierunek. Oprócz powiadomień mailowych, korzystam z aplikacji PushApp – po zdefiniowaniu interesujących kierunków otrzymuję powiadomienie bezpośrednio na telefon jak tylko pojawi się jakaś okazja. Nie ograniczam się jedynie do polskich stron. Na secretflying.com znajduje się mnóstwo ofert na loty z całej Europy, co w połączeniu z tanimi liniami latającymi z Polski czasami owocuje niezłymi okazjami.

 

Co oczywiste, im większa okazja, tym krócej jest dostępna. Dogaduję się z wyprzedzeniem z osobami, z którymi chcę jechać. Mam przygotowane numery i daty ważności paszportów wszystkich pasażerów. Dzięki temu w momencie pojawienia się oferty nie tracę czasu na dodatkowe zbędne czynności. Czasami pojawiają się tzw. error fare, czyli pomyłki w skryptach wyświetlających podejrzanie niskie ceny. Zdarza się, że linie lotnicze anulują po czasie takie bilety, jednak dostaje się wtedy pełny zwrot poniesionych kosztów.

 

Na początku roku wiele linii lotniczych ma swoje stałe, noworoczne promocje (m.in. Qatar Airways, LOT). LOT często oferuje tanie bilety również po wakacjach, najczęściej w połowie września. Dostępne są wtedy spore pule tanich biletów na bardzo wiele kierunków i terminów (jednak najczęściej z wyłączeniem Świąt, Sylwestra, a także miesięcy letnich). W przypadku oficjalnych promocji obowiązujących w z góry określonym okienku czasowym najlepiej skorzystać bezpośrednio z oficjalnej strony linii lotniczych. W trakcie takiego „polowania” na bilety istnieje jednak pewne ryzyko. Jeśli zbyt długo wybrzydza się wśród dostępnych ofert wciąż czekając na lepsze ceny może się okazać, że wyczekiwana okazja nie pojawia się, a termin wyjazdu nieubłaganie się zbliża. Jeśli tak się staje, a do zakładanego terminu wyjazdu zostaje około 4-5 miesięcy, powoli przechodzę do drugiego, aktywnego sposobu szukania biletów. Tutaj do gry wchodzi mnóstwo wyszukiwarek i porównywarek połączeń i cen lotów. Do tych najbardziej znanych należy skyscanner.net, ale ciekawą opcją jest też kiwi.com – to chyba w tej chwili moja ulubiona wyszukiwarka, przede wszystkim ze względu na olbrzymie możliwości konfiguracji. Pozwala na wyszukiwanie lotów wg wielu zadanych kryteriów, począwszy od zakresów terminów wyjazdów, zakładanej długości pobytu, miejsc przesiadek, po moje ulubione – definiowanie miejsc odlotów/przylotów jako koła o zadanym promieniu. Świetna opcja dzięki której nie ograniczam się do konkretnych lotnisk, otrzymując dodatkowe (często nieoczywiste) możliwości dostania się w szukane miejsce.

Kapitalna opcja wyszukiwania lotów z wybranych rejonów na kiwi.com

 

Na ostateczną cenę biletu składa się wiele pozornie błahych czynników, dlatego staram trzymać się kilku reguł:
  • Wybieram zawsze swój kraj jako ten, z którego lotniska szukam połączenia. Pozwala to na wyszukanie lokalnych pośredników co zwiększa szansę na niezłą cenę.
  • Jeśli mogę sobie na to pozwolić, staram się zaznaczyć elastyczne terminy podróży – najlepiej całe miesiące. Ceny biletów na sąsiednie dni mogą się diametralnie różnić – w zależności od np. konkretnych wydarzeń, imprez, czy Świąt
  • Korzystam z trybu prywatnego w przeglądarce. Wykrycie wcześniejszego zainteresowania danym biletem może rzutować na jego podwyższoną cenę.
  • Przeglądarka często prosi o udostępnienie lokalizacji – nigdy tego nie robię.
  • Zaznaczam faktyczną liczbę potencjalnych pasażerów – dla dwóch osób średnia cena może się różnić od tej wybranej dla jednej osoby
  • Porównuję te same połączenia na te same terminy na kilku różnych stronach – niektórzy twierdzą, że znaczenie ma również wybrana wersja językowa. Swego czasu po sieci chodziły plotki o hiszpańskiej wersji serwisu Kayak (kayak.es) jako Świętym Graalu polujących na tanie bilety 😉 Sprawdzam przynajmniej w kilku różnych źródłach, m.in.: Skyscanner, Jetradar, Kayak, Kiwi, a także oficjalna strona, jeśli cała podróż odbywa się jedną linią lotniczą.
Gdy już przebrnę przez szereg formularzy, wyszukiwarek i znajdę najkorzystniejszą ofertę pojawia się ostateczna cena. Skąd wiem, że jest okazyjna? Oprócz terminu wyjazdu wiele zależy od tego, jaką popularnością cieszy się dane miejsce. Do tych chętniej odwiedzanych przez turystów częściej znajdzie się ciekawe promocje. Pokusiłem się o zebranie cen w orientacyjnej tabeli. Wartości są oczywiście mocno uśrednione, ale dają jakieś ogólne pojęcie na temat potencjalnych zakresów kwot. Ceny są w złotówkach i zawierają transport w tę i z powrotem.

 

 OkazjaWartoBez łaski
Azja120016002000
Ameryka Płn.80014002000
Ameryka Płd.140018002400
Afryka120016002200
Australia180022002600
Tabela pozwalająca orientacyjnie oszacować „atrakcyjność” ceny biletu

 

Tabela dotyczy połączeń generalnie z Europy, więc warto doliczyć sumę potrzebną za dotarcie z Polski, chyba, że akurat trafi się okazja rozpoczynająca się właśnie w Polsce. Warto pamiętać, że ostateczna cena dotyczy zawsze podstawowej wersji biletu typu fixed – bez możliwości późniejszego przebookowania. Pośrednik zawsze też bombarduje szeregiem dodatkowo płatnych opcji, począwszy od dopłaty za możliwość tańszego przebookowania terminu wylotów, wyboru „lepszego” miejsca w samolocie, czy dodatkowo płatnego ubezpieczenia. Ja zawsze rezygnuję z tych wszystkich usług, a ubezpieczenie wykupuję we własnym zakresie. Jeśli jest taka opcja, rejestruję się do programu zbierania mil. To nic nie kosztuje, a z upływem czasu można mieć z tego tytułu ciekawe profity jak darmowe przeniesienie do wyższej klasy, a w późniejszym okresie nawet gratisowy lot. Zawsze zwracam uwagę jaki bagaż wchodzi w cenę biletu. W tanich liniach zazwyczaj do dyspozycji jest jedynie podręczny. Jeśli nie przewożę butelek lub innych rzeczy, które muszę nadać w bagażu rejestrowanym, pakuję się tylko do bagażu podręcznego nawet w przypadku 2-tygodniowego wyjazdu. Wszystkie kosmetyki dostępne są również w turystycznych rozmiarach, co wychodzi dużo taniej od opłaty za bagaż rejestrowany.

 

Wspomniałem na samym początku o promocjach typu last-minute w biurach podróży. Biura podróży organizując transport dla swoich klientów wynajmują loty charterowe. Regularnie zdarzają się sytuacje, że ktoś w ostatniej chwili rezygnuje z wyjazdu i zostaje kilka niewykorzystanych foteli w samolocie. Aby zapewnić pełne obłożenie samolotu, operator sprzedaje ostatnie bilety na sam lot za bezcen. Jedynym minusem jest to, że dzieje się to zazwyczaj na jeden do maksymalnie trzech dni przed planowanym wyjazdem. Jeśli jednak potrafisz spakować się w jedno popołudnie i możesz z dnia na dzień zostawić swoje obowiązki, jest to chyba najlepsza opcja. Co więcej, jest to zazwyczaj jeden lot bez przesiadek, bezpośrednio z Warszawy. Ceny takich biletów oscylują w granicach kilkuset złotych w dwie strony.

 

To chyba z grubsza tyle jeśli chodzi o sam proces wyszukiwania biletu. Jeśli prowadzisz własną działalność gospodarczą, po zakupie możesz wziąć fakturę, a bilety wliczyć w koszty firmowe. Ja w tym momencie rozglądam się też za dostępnymi opcjami transferu z lotniska do miasta. Jeśli istnieje możliwość zakupu biletu online, od razu to robię. Wielu przewoźników sprzedaje bilety w bardzo niskich cenach dla osób kupujących je z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Dodatkowym plusem jest to, że nie muszę się już martwić o dojazd do miasta zaraz po przylocie.
Na pewno nie wyczerpałem jeszcze wszystkich możliwości wyszukiwania tanich biletów, dlatego jeśli masz jakieś swoje osobiste „myki” lub doświadczenia związane z polowaniem na samolotowe okazje, podziel się proszę nimi w komentarzu poniżej. 🙂

 

EDIT (25 kwietnia 2017):
W powyższym poście celowo pominąłem różnego rodzaju sposoby na hackowanie/oszukiwanie skryptów wyliczających ceny. Są osoby zawodowo zajmujące się wyszukiwaniem błędów w algorytmach naliczających rabaty i innego rodzaju ulgi. Do najbardziej znanych sposobów należy dodawanie do swojego biletu drugiego biletu dla niemowlaka, który jest zazwyczaj bezpłatny (w większości przypadków dzieci do lat 2. latają za darmo), a następnie żonglerka z usuwaniem/dodawaniem biletów w ten sposób, aby nasz „dorosły” bilet kosztował tyle, co dla niemowlaka. Takie błędy zdarzały się głównie w przeszłości, kiedy internetowe rezerwacje biletów dopiero raczkowały, w tej chwili skrypty są już dużo lepiej zabezpieczone. Wspominam o tym tylko w ramach ciekawostki i próby wyjaśnienia modus operandi osób kupujących bilety za rzekome 1 euro. Osobiście nie polecam szukania tego typu dziur, bo nie dość, że jest to nieetyczne i balansuje na granicy oszustwa to moim zdaniem i tak istnieje spore ryzyko, że taki bilet zostanie w późniejszym czasie anulowany.